Portal
Poniedziałek - 1 wrzesnia 2014 Belindy, Bronisza, Idziego     "Człowiek może się obejść bez wielu rzeczy, ale nie może się obejść bez drugiego człowieka." - Ludwig Borne  
   
     
Szukaj wg branz
Dodaj wpis


Kraków nie zawiódł powstańców

Rozmowa z prof. ANDRZEJEM CHWALBĄ z Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego

- Kraków pamięta dziś o rocznicy Powstania Warszawskiego, ale czy w sierpniu 1944 r. ten zryw był sprawą ogólnopolską, czy Kraków także nim żył?

- Bez wątpienia. Wiadomości o wybuchu powstania zelektryzowały miasto. A wieści rozniosły się stosunkowo szybko - z nasłuchu, dzięki kolejarzom. Były próby pomocy - Batalion "Skała" ruszył nawet w kierunku Warszawy. To było zgodne z rozkazami Komendy Głównej Armii Krajowej i samego Bora-Komorowskiego, by koncentrować oddziały AK pod Warszawą. Niemniej Kraków żył losem powstania, tak jak cała okupowana Polska. To było wydarzenie bez precedensu w czasie wojny i okupacji.

- Po upadku powstania część warszawiaków uciekła do Krakowa. Czy kiedy z ruin i piwnic dotarli pod Wawel, przeżyli szok, widząc, że życie toczy się tu niemal normalnie?

- Aż takiego szoku nie było, bo i w Warszawie przed wybuchem powstania życie toczyło się podobnie. Chodziło nie tyle o tych, którzy uciekali z Warszawy, co o przesiedleńców. Niemcy po powstaniu zmusili cywilów do opuszczenia kolejnych dzielnic i stolicy w ogóle. Kierowano ich do obozów przejściowych. Część przesiedleńców trafiła do Krakowa, część zmuszono do pracy w Rzeszy.

- Czy krakowanie chcieli zaangażować się w pomoc warszawiakom?

- W miarę możliwości organizowano pomoc, jednak Kraków był wtedy niezwykle przeludniony. Już w 1940 r. napłynęli tu ludzie wysiedleni przez Niemców z ziem zachodnich. Dodatkowo przebywali tu mieszkańcy okolic Krakowa, np. Wadowic, wśród nich - Karol Wojtyła. Kolejne tysiące napływające z Warszawy to był naprawdę wielki problem.

- Oznaczał dodatkowe obciążenie dla miasta.

- Tak, ale reakcja krakowian zależała od środowiska. Inteligencja, a także np. rzemieślnicy, którzy współpracowali z kolegami po fachu z Warszawy, chętnie pomagali uciekinierom. Duże znaczenie miał apel o pomoc podziemnego wojewody i - przede wszystkim - metropolity krakowskiego. Została uruchomiona olbrzymia pomoc dla warszawiaków - np. szpitale, przytułki, schroniska. Oczywiście - jak to zwykle bywa - znaleźli się i tacy, którzy przy okazji próbowali zarobić. Ogólnie jednak Kraków nie zawiódł. Owszem, w pierwszych tygodniach, kiedy napłynęła wielka fala uchodźców, były zachowania niechętne warszawiakom. Zdarzały się nawet pretensje, że zniszczyli swoje miasto. Po wspomnianym apelu metropolity i wojewody nastąpiła zdecydowana zmiana w stosunku do "obszarpańców", którzy docierali do Krakowa z jednym tobołkiem. Wielu ludzi ruszyło sumienie - zaczęto pomagać naprawdę na wielką skalę.

- Krakowianie nie obawiali się, że to oznacza dodatkowe niemieckie represje?

- Obawy istniały. Niemcy zresztą za pośrednictwem gadzinowych pism, megafonów i innych środków propagandy starali się wbić klin między krakowian a warszawiaków. Straszono, usiłowano prezentować warszawiaków jak trędowatych. Istniała też obawa przed kolejnym powstaniem. Pod koniec 1944 r. część warszawiaków Niemcy wysiedlili poza Kraków, utwierdzając niektórych mieszkańców w przekonaniu, że ci ludzie mieli coś na sumieniu - myśleli o wywołaniu kolejnego powstania.

- Okupant obawiał się kolejnego powstania, ale w Krakowie taki otwarty bunt właściwie nigdy nie wybuchł.

- Plan powstania był przygotowany. Podawano nawet datę - najczęściej 10 października. Z tym, że formacje krakowskiej AK nie były gotowe do powstania. Miały znacznie gorsze wyposażenie niż formacje warszawskie. Z punktu widzenia militarnego nie było szansy na sukces. Czy to specyfika miasta? W 1846 r. wybuchło tu powstanie, choć nieudane. W 1918 r. rozbrajano Austriaków. Z drugiej strony, potencjał był nieporównywalny z Warszawą w czasie wojny. W Krakowie mieszkało pięć razy mniej ludzi. Tradycje też nie są bez znaczenia. Przede wszystkim jednak Warszawa była centrum Polskiego Państwa Podziemnego. Tam było wtedy serce Polski i zapadały najważniejsze decyzje. Jeśli powstanie w ramach planu "Burza" miało wybuchnąć, to przede wszystkim w Warszawie.

- Zatem nie należy doszukiwać się szczególnej specyfiki miasta, wynikającej z charakteru jego mieszkańców?

- Raczej nie, choć świadomość tego, że jest tu Wawel czy Sukiennice ma znaczenie. Ta świadomość nie pozwalała na łatwe podjęcie decyzji o walce. Dziedzictwo pokoleń mogło ulec zniszczeniu.

- Kraków nie ma jednak powodu wstydzić się, że niezbyt zaangażował się w pomoc warszawiakom?

- Nie, zwłaszcza z powodu aktywności Rady Głównej Opiekuńczej. To była rzeczywiście jedyna polska instytucja legalnie działająca, która mogła nieść pomoc rodakom. Zajmowała się opieką charytatywną, wsparciem dzieci z Warszawy, którym umożliwiano np. wyjazd do sanatoriów w Rabce.

- Nie ma zatem mowy o pretensjach powstańców warszawskich do krakowian, bo takie opinie czasem się słyszy?

- Po wojnie istniał sztucznie nagłaśniany antagonizm. Pokazywano rewolucyjną, postępową Warszawę i "reakcyjny" Kraków. Jako historyk zapewniam, że to nieprawda. Na miarę swych możliwości Kraków nie zawiódł.

Rozmawiała: EWA ŁOSIŃSKA
"Dziennik Polski" 2007-08-01



wa


   
     
   © Wszelkie prawa zastrzeżone - Interaktywna Polska Sp. z o.o.  
Webmaster: e-mail (0-18) 449 00 77
 
wieliczka.eu - zaprasza Burmistrz Artur Kozioł
Wiadomości samorządowe